RSS
 

odwiedziny

13 kwi

franek (3): tino a wiesz, ze jest nas siedem?
ja: w jakim sensie?
franek: no pierwsza mama, drugi tata, czwarta basia, piaty antek, szosty ja i ty. siedem.

<3

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

krótkie podumowanie ostatnich miesięcy (czyli „ciężko pracuję aby mój kot miał godne życie”)

13 lis

- obroniłam się,
- przeprowadziłam się,
- mam nową pracę.
- znowu studiuję,
- zdecydowanie potrzebuję więcej miejsca wewnątrz budynku a nie tylko na zewnątrz. zwłaszcza przy takiej pogodzie.
- tęsknię za kacperskim i frankiem.

franek: o! T! taka literka jest w kalendarzu kiedy przychodzi tina!

u piorusia też się pozmieniało
ja: szalejesz! w ciągu miesiąca kupiłeś mieszkanie i samochód!
p: a wiesz co to znaczy?
ja: dorosłeś?
p: nie. OSZCZĘDZAMY!

dorośnie jak kupi pralkę.

kot jest mocno rozczarowany swoją pierwszą jesienią w plenerze (zimno i pada) i gdy otwieram mu drzwi patrzy na mnie z pretensją („zepsuło się – napraw!”)

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

zęby mam pokręcone prawie tak jak myśli

16 lut

po trwajacych w nieskonczonosc męczarniach, przy uzyciu kilku wielkosci obcęg i paszczorozwieraczy roznego rodzaju (jakkolwiek inaczej nazywaja sie narzedzia stomatologiczne), czterech znieczuleniach i asyscie pani higienistki („jolu trzymaj pani glowe”) pani doktor wyciagnela z mojej szczeny osmy zab po prawej stronie na gorze. wyciagnela, oczy jej zablysly i pobiegla pochwalic sie nim reszcie personelu kliniki („patrzcie jaką ósemkę wyciągnęłam!”).

dwa dni pozniej obudzilam sie rano z twarzą okragla jak ksiezyc w pelni i bolem dziury. bol dziury rozpromienil sie na prawe ucho, gardlo i mozg. skutecznie zaklocil prace tychze organow a w perspektywie kilku godzin mialam bal karnawalowy dla dwulatkow.
moj uroczy partner z balu mial zdecydowanie najlepszy kostium i zrobilismy furore jako krolewna i smok. niestety wiazalo sie to nie tylko z wypracowaniem usmiechu, ktory przebijal sie przez moja sparalizowana opuchlizna twarz ale rowniez z uwiecznieniem tej krzywej geby na pamiatkowej fotorelacji z balu. hurra. tego dnia udalo mi sie nikogo nie zabic w rzeczywistosci.

jak wyobrazalam sobie likend spedzony w lozku to mialam na mysli troche co innego ale mimo mojej dziurawej niemocy i zakaszlanego zombi w piotrka pidzamie walentynki byly calkiem dobre. zdecydowanie lepiej jest cierpiec we dwoje niz samemu.

piotrus: co mam ci powiedziec zeby zrobilo ci sie lepiej?
ja: ze ci strasznie zle i wszystko cie boli.

ja: chcesz herbatki?
piotrus: tak, jeszcze nie, nie wiem.

ja: buuuu! mam piłkę tenisową w policzku! buuuuu!
piotrus: kurcze a ja nie mam rakiety.

swoja droga jaki paradoks, ze dziura, czyli cos czego nie ma, tak cholernie boli.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

wyjdź z domu i słuchaj wiosny czyli przygoda w rosmanie

12 maj

Tę historię publikowałam na fb ale przeklejam ją też tu bo jest tego warta. A poza tym wypadałoby coś tu czasem opublikować żeby bezduszni administratorzy nie zawiesili mi konta bo nie jestem jeszcze gotowa na rozstanie się ze słoneczkiem :)

Akcja dzieje się w rosmanie, w dziale z zapachami do kibla. Stoję sobie spokojnie rozważając dylemat natury konsumenckiej („gówno w lesie” czy „fiołki”) gdy podchodzi do mnie pani w nieokreślonym wieku i pyta o godzinę. Podczas kiedy wygrzebywałam telefon z czeluści torebki pani mruczała pod nosem coś co brzmiało jak „pewnie dwudziesta to już nie zdążę dojść”.
Była 19:39.
Pani się wielce ucieszyła, że ma jeszcze 20 minut i w emocjach zdecydowała się zdradzić mi swoją tajemnicę.
Pani: Bo wie pani ja mam coś takiego, transmorfizm, ja to tak nazywam, bo moja mamusia umarła pięć lat temu i teraz codziennie we mnie wstępuje, i ja się wtedy starzeję, i wtedy ja jestem nią i przeżywam jej życie, i ona jest ze mną, i czuję ją, i mówię różnymi językami (blablabla – co miało brzmieć jak włoski i mogło nim być, bo nie znam tego języka więc trudno mi obiektywnie stwierdzić po samym akcencie  i ja oddalam się jakoś i ostatnio to bardzo daleko odchodzę (konspiracyjnym szeptem: nie-bez-pie-cznie daleko!) i ostatnio to nawet na końcu świata byłam.
Ja: (nie wiem co mnie podkusiło) o! a gdzie jest koniec świata?
Pani: (podaje nazwę i tłumaczy, że to wulkan) i on wybuchnie ale niech się pani nie martwi bo to się stanie jak już nas na tym świecie nie będzie.
Ja: Jupi! To wiadomość dnia. Cieszę się, że jesteśmy bezpieczni.
Pani: Ale wie pani bo ja mam te sny i oni mówią że ja umrę, ale bo wie pani, jak wszystkie ludzie umierają, to potem jak umrzemy to się umiera jeszcze raz (pokazuje na świeczce). I jest powiedziane, że ja umrę jeszcze raz. Już po tym jak umrę pierwszy raz. To znowu umrę. (porozumiewawcze spojrzenie)
Ja: Co tez pani mówi!
Pani: Tak! I ja byłam w takim miejscu i obok mnie leżał mężczyzna z długimi włosami, to Jezus był oczywiście, i on mi powiedział wtedy, że będę długo żyła, że dożyję 96 lat! Ale to było najpierw a potem znowu było powiedziane, że umrę. I był też ze mną papież i oni krzyczeli (konspiracyjny szept) zabijcie ją! Ale on powiedział, że nie, że nie wolno mnie zabijać. (…) i że kiedyś jak już wszystkie ludzie zginą to inne istoty przylecą i będą tu na ziemi.(…) i ja jestem jeszcze niedojrzała, żeby umierać i moja mamusia mówiła „idź do siostry ona się tobą zaopiekuje” i ja poszłam ale moja siostra powiedziała, że ma swoje dzieci i się mną nie zaopiekuje i (aha! – palec w górze) ja wiem co, to były planety ona – moja siostra to ta planeta i ja – ziemia, i umrzemy w samotności, mówię pani. (…) i ja się pytam dlaczego ja tak cierpię a on mi na to, że za dużo gadam. Do widzenia! (pośpiesznie oddaliła się.)

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

nie chcę wiosny?

30 mar

chyba

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

szczęśliwego nowego roku. szkolnego.

03 wrz

jak jedziemy do siebie na wieś to mijamy taki sklep z dziwnymi figurami do ogrodu. sa tam mega tandetne lwy, krasnale, figury papieża, zubr i nawet wielki buldog.
tin: ja nie rozumiem jak cos takiego mozna sobie na trawniku postawić. chociaz wlasciwie taka np zyrafe to bym sobie wstawila. i jakies pnacze po niej puścić. albo trola jakiegos.
piotrek: sama stań.

jako dobra ciocia zabralam kacpra na wakacje na wies. pierwszego dnia slysze jak podniecony rozmawia z mama przez telefon.
kacper: mamo! tu jest tak pieknie, ze nie da sie tego opisac! maja tu takie stare radio co nie dziala i zdechle robaki za szyba! takie umarle motyle i niezywego zuka. i jest tu w piwnicy szczur wielkosci ucha slonia, gabrys mowil mi, ze kiedys go slyszal, i sa myszy w pokoju i trzeba ruszac nogami, zeby na ciebie nie wlazily w nocy, a wogole to zanim ciocia tina tu przyjechala posprzatac to w piwnicy byly zaby. i sa tu jeszcze takie gruszki, ktore wszystkie sa albo splesniale albo zgnile albo robaczywe (….) świetnie tu jest mamo wiesz?
komentarz igora: wiecej tu nie przyjedzie.

a moj kacper juz do drugiej klasy poszedl taki z niego zuch.

kacper od dawna marzy o kocie. sasiadka marzy o tym zeby sie starego kota pozbyc.
sasiadka: ja ci oddam tego kota i jeszcze ci lody kupie jak go wezmiesz.
dziecku nie trzeba dwa razy powtarzac – podczas telefonicznej negocjacji z mama kacper doskonale odpieral kazdy argument przeciwko temu kotu. rozwiazal nawet problem tego, ze wiejski kot przezwyczajony do biegania po stodole bedzie sie czul zle w mieszkaniu w miescie.
kacper: urzadzimy mu kacik z sianem!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Memento mori czyli o tym jak babcia wybierala sie na bal.

25 cze

moja babcia zachorowala dwa lata temu. od przeszło pół roku wiedzieliśmy, ze wkrotce umrze. nie bylo tylko wiadomo ktorego dokladnie. spedzilismy z nia boze narodzenie myslac, ze to prawie juz. jak dozyla wielkanocy to nie bylo juz do konca wiadomo czy sie cieszyć. ostatnie trzy miesiace jej zycia byly jakims totalnym nieporozumieniem i koszmarem zarowno dla niej jak i dla calej naszej rodziny. nikt nie zasluzyl na to zeby umierac tyle czasu i w takich warunkach. dlatego kiedy babcia odeszla, po calym dniu ostatecznego konania, oprocz zrozumialego bolu i pustki po jej stracie poczulismy ulge, ze juz wiecej nikt jej na zywca skory z plecow nie bedzie wycinal i meczyl tymi wszystkimi pigulami, kroplowkami, zastrzykami. skonczylo sie wreszcie jej znienawidzone rzyganie dalej niz widziala (bo miala zacme), stany paniki kiedy plakala i jeczala oraz calodobowa opieka i dyzury.
jednak mimo tego wszystkiego, mimo konskich dawek morfiny, miala stany swiadomosci, w ktorych znowu byla nasza babcia ze specyficznym poczuciem humoru i troską o to czy mamy co jeść.
miedzy nami roznie bywalo. zwykle nie bylam w stanie wytrzymac dluzej niz godzine jej ciaglego gledzenia jaki to igorek jest biedny i chudy i  ze sama musze jesc bo umre na anoreksje (co jak wszyscy wiemy jest wybitnie dalekie od prawdy).
jak to powiedzial piotrek: moj najwiekszy wrog – moja babcia.
czasem widzę ją w metrze.

marzec, wybieram sie do komarowki.
tin: babciu przywiezc ci cos?
babcia: tulipaaanów.

po swietach wielkanocnych, za oknem śnieg.
babcia: tino, a macie juz plany na sylwestra?

po kilku godzinach pojękiwania babcia nagle milknie
tatus: co sie stalo mamo?
babcia: oj zmeczylam sie juz tym jeczeniem.

ja: nakryje ci ramiona bo masz gołe.
babcia: bo wybieram się na bal.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

z racji zbliżających się wakacji – szkolnie.

25 cze

kacper odrabia lekcje, wychodze do lazienki i po powrocie zauwazam, ze jest w tym samym miejscu w ktorym byl jak wychodzilam.
ja: co ty robiles tyle czasu jak bylam w lazience?
k: myslalem.
ja: nad czym?
k: nad światem.

rozmawiamy na temat bajki, w której wystąpiły kwiaty o wdzięcznej nazwie begonie.
k: a jak właściwie wygladają te pekony?

na boisku w szkole
kasjan: bawimy sie w wieśniaków!
kuba: a jak to sie bawi?
kasjan: ja jestem wieśniakiem z ciupagą i cie gonie a ty uciekasz.

kasjan to bardzo osobliwy przypadek klasowego biznesmena. jego dziadek opowiadal mi, ze zawsze ma pelny plecak owocow i slodyczy bo przynosi do szkoly walute w postaci parówek i wymienia z dzieciakami na rozne towary :D

podsluchane w szatni. dziewczynki rozmawiaja o lekcji religii i bogu.
- i gdzie wlasciewie jest ten bog.
- nie wiesz?! przeciez to proste. posluchaj. jak jest to miejsce w ktorym bog stanal i stworzyl polske to wlasnie tam zostal i stoi.

kacper jest zachwycony gra w pomidor. zadaje mase durnych pytan bo wie, ze ja odpowiem pomidor i bedzie sie mogl z tego smiac.
kacper: co jest w eucharystii?
ciocia: pomidor.
kacper: (rotfl)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

i jeszcze jeden i jeszcze raz.

03 cze

z tego wszystkiego przegapiłam dziesiąte urodziny bloga. jak ten czas leci.

jaskółka cała i zdrowa, bez złamania będzie podkarmiona i wypuszczona na wolność.

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

znalazłam jaskółkę

26 maj

chyba potrącił ją samochód bo ma jedno skrzydełko bardziej. przejechalysmy 160km do ptasiego azylu ale dzis juz zamkniete wiec pobudka rano „z ptakami” ;)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS